logotyp

Zacząć od siebie

Magdalena Masłowska jest kustoszem w Archiwum Państwowym w Warszawie, zajmuje się m.in. poszukiwaniami genealogicznymi.Fot. Jacek Łagowski

O tym, czy warto rozpraszać mgłę, za którą kryją się nasi przodkowie, kiedy lepiej schować zdjęcie prababci do szuflady i jak sobie radzić, gdy drzewo genealogiczne rozrasta się we wszystkie strony opowiada Magdalena Masłowska z Archiwum Państwowego w Warszawie Rozmawiała: Anna Błaszkiewicz

Dziadków często mamy szansę poznać osobiście, a nawet nawiązać z nimi bliską relację. Pradziadków znamy raczej tylko z opowieści. Właściwie jak daleko sięga nasza rodzinna pamięć?

Z reguły kończy się właśnie na pradziadkach, choć i o nich zwykle wiemy jedynie jak się nazywali i gdzie mieszkali. Ale gdzie się urodzili? Skąd pochodzili? Na tym etapie zaczyna się mgła.

Po co nam wiedza o przodkach? Czy ona ma na nas wpływ? Może nas jakoś zmienić?

Szukanie korzeni jest fantastyczne, bo dzięki kolejnym odkryciom lepiej zaczynamy rozumieć samych siebie i zachowania naszych rodziców czy dziadków, które są czasem pokłosiem nieznanych nam wcześniej wydarzeń. Ja na przykład nie wiedziałam, bo ten fakt był przez lata przemilczany, że pierwszym dzieckiem mojej babci była dziewczynka, która umarła zaraz po urodzeniu. Teraz łatwiej mi zrozumieć, dlaczego idée fixe babci stało się posiadanie córki i dlaczego była tak zakochana we wszystkich swoich wnuczkach. O niektórych sprawach dziadkowie czy starsi krewni nie chcą opowiadać, bo to zbyt bolesne albo zdarzyło się tak dawno temu, że przestało być dla nich ważne. A my to odkrywamy i dziwimy się, dlaczego nikt nam o tym nie mówił.

Warto drążyć temat, jeśli trafiamy na rzeczy nieprzyjemne?

Takie jest ludzkie życie – są momenty dobre, potem gorsze. Jest radość z powodu narodzin dziecka i smutek z powodu straty kogoś bliskiego. Jest wreszcie wojna, która nie oszczędziła żadnej rodziny. Ale warto szukać, bo im więcej wiemy, tym lepiej dla nas i dla naszych dzieci też.

Czy szukanie informacji dotyczących przodków wymaga dużej wiedzy i umiejętności?

Jesteśmy teraz w Warszawie, a więc na terenie byłego zaboru rosyjskiego. Trzeba mieć świadomość, że między 1868 a 1915 r. akta były sporządzane właśnie po rosyjsku. Jeśli nasza rodzina stąd pochodzi i zaczynamy szukać informacji na jej temat, musimy się z tym językiem zmierzyć. Druga rzecz to wiedza historyczna. Wystarczy sobie jednak uświadomić znaczenie faktów, które poznaliśmy już w podstawówce – przecież jeśli były zabory, powstania, represje czy przesiedlenia, to one miały wpływ także na naszą rodzinę. Historia to nie tylko postacie, które znamy z podręczników, generałowie i senatorowie, ale też zwykli ludzie. Oni na co dzień odczuwali skutki zmian – jak zanosili pierwsze dziecko, żeby spisać akt urodzenia, to akt był po polsku, a przy drugim dziecku – już po rosyjsku albo po niemiecku. Seniorzy mają ułatwione zadanie – mają świadomość historyczną i zwykle także mieli kontakt z potrzebnymi językami.

Od czego zacząć swoje poszukiwania?

Od samego siebie. Najpierw trzeba się zastanowić, czy wiemy, skąd pochodzi nasza rodzina, z jaką miejscowością jest związana, gdzie znajdują się groby przodków, kto jest w nich pochowany, jakie daty są na pomnikach. Druga sprawa – warto ustalić, jakie informacje można wydobyć z lokalnej kancelarii parafialnej. Jeśli rzecz dotyczy innych wyznań – dokumenty sporządzały cerkwie, bożnice, zbory ewangelickie. Trzeba się odwołać do pamięci swojej i najstarszych członków rodziny. To jest ten etap, w którym musimy odnowić przyjaźnie z różnymi ciotkami i wujkami.

Czy ważne jest wyznaczenie sobie celu?

Szukajmy po kolei, tzn. zacznijmy od dziadków, rodziców dziadków, rodziców pradziadków. Poruszajmy się w linii prostej, róbmy wywód genealogiczny, w miarę możliwości uwzględniając rodzeństwo. Na zbudowanie drzewa przyjdzie czas. Wiele zależy oczywiście od terytorium, na którym prowadzimy poszukiwania. Jeśli rodzina jest osiadła i żyje od lat w jednym miejscu, będzie dużo łatwiej, jeśli jest migrująca – trudniej.

A gdzie szukać dokumentów?

Zasada jest taka, że akta są przechowywane tam, gdzie zostały sporządzone. Tyle mówi nauka i teoria. Akt sporządzonych np. w Warszawie, szukamy więc w Archiwum Państwowym w Warszawie. Ich odpowiedników kościelnych – w archiwach diecezji warszawskiej i warszawsko-praskiej. Trochę inaczej jest już jednak, jeśli akta zostały sporządzone np. w Królewcu. Ich trzeba szukać w Berlinie. Akta zabużańskie z kolei częściowo znajdują się tam, gdzie zostały sporządzone, ale trochę jest ich także w Polsce.

Są problemy w korzystaniu z archiwów? Możemy do nich po prostu pójść i poprosić o pomoc?

Zawsze możemy pójść i poprosić o pomoc. Natomiast trzeba wiedzieć, czego się szuka. Nie wystarczy powiedzieć, że się szuka korzeni. Archiwista nie jest wróżką, więc zacznie zadawać pytania, np. gdzie został sporządzony akt albo w którym roku. Może też przedstawić pomoce naukowe – spis materiałów archiwalnych jakie ma z danej miejscowości i wtedy będziemy mogli zacząć szukać tego, co może dotyczyć naszej rodziny.

Czy dużo dokumentów można znaleźć w internecie?

Jest łatwiej niż kilka lat wcześniej, bo duży nacisk został położony na digitalizację zbiorów. Jako pierwsze zielone światło dostały akta stany cywilnego. W Archiwum Państwowym w Warszawie mamy zdigitalizowane wszystko od 1808 do 1912 r., ale w innych archiwach może być inaczej. Prężnie działa też Polskie Towarzystwo Genealogiczne, które własnym sumptem fotografuje i digitalizuje dokumenty, a owoce ich pracy są dostępne w internecie. Każdy, siedząc w domu przed komputerem, może sobie np. przez wiele parafii przejść rok po roku i sprawdzić, czy nie ma tam informacji o jego przodkach.

Komputer jest pomocny także w trakcie budowania drzewa genealogicznego?

Jak najbardziej! Zachęcam do korzystania z rozmaitych programów, które pozwalają systematyzować i porządkować zbierane informacje. Można w nich – prócz imienia i nazwiska przodka, daty i miejsca jego urodzenia i śmierci – umieszczać zeskanowane fotografie czy dopisywać ważne wydarzenia. To istotne, bo drzewo w miarę postępów naszej pracy rozrasta się do tysięcy rekordów.

Czy czeka na nas dużo pułapek?

Sporo. Przede wszystkim dlatego, że jesteśmy przyzwyczajeni do pewnego sposobu myślenia i postępowania. Mamy dowód osobisty, paszport i prawo jazdy, a w nich wszystkie nasze dane zgadzają się co do literki. A w XIX wieku tak nie było. Nikt nie robił tragedii z tego, że ten sam człowiek gdzieś jest zapisany jako Jan, gdzie indziej jako Janusz. Dużo pomyłek wynika więc z tego, że co wpis, to przodek nazywa się nieco inaczej. To dotyczy nie tylko imion, ale i nazwisk. Często jest też tak, że niełatwo ustalić czyjś rok urodzenia. Zasada mówi, że jeśli się ma akt urodzenia dziecka, łatwo na jego podstawie znaleźć akty urodzenia rodziców, ale często np. wiek matki był w nim wpisywany zgodnie z tym, co się wydawało ojcu dziecka, a różnie mu się wydawało. Różnice dochodziły nawet do 5 – 10 lat. Dlatego trzeba się wykazać wyobraźnią i cierpliwością. Warto pamiętać, że najbardziej wiarygodny będzie prawdopodobnie akt zawarcia małżeństwa, bo dane potwierdzały osobiście obie strony. Akta zgonu już nie są tak wiarygodne, bo powstawały na podstawie słów kogoś, kto wcale nie musiał mieć prawdziwych informacji.

A jak to jest ze zdjęciami? Mogą nam pomóc?

Problem z fotografiami często polega na tym, że kiedy je wyciągamy, niewiele na nich widać, rozpadają się nam w rękach, a prócz tego nie wiadomo, kto na nich jest. To bardzo smutne, bo i do nas trafiają fantastyczne XIX-wieczne zdjęcia, a my możemy je opisać tylko jako „portret nieznanej kobiety”. Mam więc gorącą prośbę do seniorów, żeby opisywali fotografie, podpierając się swoją pamięcią, ponieważ nikt tego nie będzie umiał później odtworzyć. Wystarczy krótka informacja naniesiona ołówkiem na odwrocie, mówiąca o tym, kto jest na zdjęciu oraz kiedy i gdzie zostało ono wykonane. Na zdjęcia w ogóle trzeba bardzo uważać i chronić je przed światłem słonecznym, w miarę możliwości zapewniając każdemu oddzielne opakowanie z papieru bezkwasowego. Nie trzymajmy zabytkowych, pięknych fotografii na ścianach. To im szkodzi. Lepiej je zeskanować i wydrukować świetne kopie, nikt różnicy nie zauważy, a zdjęcie może przetrwa następnych 100 lat. Niestety, jeśli chodzi o renowację zniszczonych fotografii, zbyt wiele nie możemy zrobić.

Inne ważne dokumenty to listy.

Są genialne, ale też musimy je opisywać. My wiemy, że ten list napisał wujek do cioci i było to 60 lat temu, ale jeśli za sto lat list trafi do archiwum, a będzie w nim tylko „kochany Heniu” i „droga Dzidko”, nic to nikomu nie powie. Nanieśmy więc informację, kto i do kogo pisze, tak z imienia i nazwiska. Wtedy archiwista będzie już mógł z tego ułożyć jakąś historię.

A jakie dokumenty warto przekazać do archiwum?

Lubimy wszystko to, co jest związane z np. z aktami stanu cywilnego i notarialnymi. Wiemy wtedy, kiedy się ktoś urodził i gdzie mieszkał, więc jesteśmy go w stanie umiejscowić i w czasie, i przestrzeni. Fotografie są mile widziane, listy również. A także wszystko to, co może dopełnić historię rodziny, choćby czyjś dorobek zawodowy, np. kopie artykułów czy choćby spis publikacji, które zostały napisane przez danego przodka.

Czy coś musi mieć ponad dwieście lat, żeby zainteresowało archiwum?

To zależy. Archiwum Państwowe w Warszawie, w którym właśnie jesteśmy, jest kontynuatorem Archiwum Miejskiego, które zostało w 1944 r. spalone do popiołów. W związku z tym, jeśli ktoś przychodzi i chce nam ofiarować np. kenkartę, to jesteśmy bardzo zadowoleni. Ale podejrzewam, że dla archiwów, które nie miały tak tragicznej historii, to nie jest żaden cymes.

Dlaczego archiwum mogłaby zainteresować historia akurat mojej rodziny?

Bardzo lubimy wszelkie dokumenty rodzinne, bo są cennym dla nas świadectwem historycznym jakiegoś momentu dziejowego. Historia nie dotyczy przecież tylko postaci z podręczników, historia dotyczy nas wszystkich.

>> powrót na początek strony <<

Zadanie jest współfinansowane ze środków otrzymanych od Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w ramach Rządowego Programu na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020

Rządowy Program na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020