logotyp

Wyzwanie dla czytelnika

Dr Jagoda Wierzejska jest historykiem literatury i krytykiem literackim. Pracuje na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Dla miesięcznika „Nowe Książki” pisze recenzje i przeprowadza wywiady z pisarzami.Fot. Jacek Łagowski

O autobiografiach na cztery ręce, grze między prawdą i zmyśleniem, ghostwriterach i porządkowaniu własnej historii opowiada dr Jagoda Wierzejska z Uniwersytetu Warszawskiego Rozmawiała: Anna Błaszkiewicz

Czy zanim zaczniemy spisywać historię swojej rodziny albo opowieści z własnego życia warto sprawdzić jak zrobili to inni, poszukać inspiracji, podejrzeć warsztat? A może lepiej do takich książek nie zaglądać, by na pewno przemówić tylko swoim głosem?

Czytanie jest zawsze najlepszym sposobem, by nauczyć się pisać, a uwikłania swojej wypowiedzi w pewne struktury literackie i tak nie unikniemy, ponieważ one już są w naszej świadomości. Autobiografie są powtarzalne, ludzie ujmują swoje wspomnienia w podobny sposób. To złudzenie, że możemy być absolutnie szczerzy, autentyczni i oryginalni. Mówi się nawet, że każda autobiografia jest w istocie „autobiokopią”, kolażem tego, co nasze, własne, indywidualne, niepowtarzalne, z tym, co literackie. Jeśli to zrozumiemy, możemy bardziej świadomie konstruować swoją wypowiedź.

Co w takim razie warto przeczytać?

Przede wszystkim to, co nas interesuje. Zacznijmy od znalezienia swojej ulubionej formy. Możemy sięgnąć po autobiografie pisane po latach, których autorzy wracają do swoich wspomnień i przeżyć, próbując je uporządkować. Wiele uwagi zwykle poświęcają samym sobie, swoim przemyśleniom i psychice. Możemy też wybrać pamiętniki, w których zasadniczą rolę odgrywa tło historyczne albo dzienniki pisane mniej lub bardziej na bieżąco. Korespondencja to też znakomita lektura, bo uświadamia, że drobne sprawy potrafią być atrakcyjnym tematem.

Czy czytać tylko książki pisane przez profesjonalnych pisarzy? A może od amatorów też czegoś możemy się nauczyć?

Sama w celach badawczych czytałam szalenie interesujące dzienniki pisane przez żydowskie dzieci – np. Dawida Rubinowicza, Dawida Sierakowiaka czy Renię Knoll – w czasie Zagłady. Te teksty mówią bardzo wiele – nie tylko o swoich młodych, nieprofesjonalnych autorach, ale także o rzeczywistości tamtych czasów. Problem polega jednak na tym, że na rynku wydawniczym zdecydowanie łatwiej znaleźć książki pisane przez profesjonalistów, a nie wszyscy mamy możliwość korzystania z archiwów. Na pewno warto zwrócić uwagę na teksty autobiograficzne, dzięki którym autorzy rozpoczęli przygodę z literaturą, tym bardziej że są one stosunkowo rzadkie. Znakomitym przykładem są „Szkice piórkiem” Andrzeja Bobkowskiego – ekonomisty, który w marcu 1939 r. z młodziutką żoną wybierał się do Argentyny, by tam podjąć pracę. Wybuch wojny zastał ich w Paryżu, gdzie osiedli na dobrych kilka lat. Tu Bobkowski zaczął pisać dziennik, choć nie miał na koncie żadnych poważnych doświadczeń literackich. Sam zresztą nie cenił tych zapisków, nazywał je „niby nice”, czyli takie „niby nic”. Tymczasem to fantastyczna opowieść pokazująca Francję od upadku w 1940 r. do momentu, gdy Paryż był wyzwalany przez Amerykanów w 1944 r. Bobkowski zredagował dziennik pod koniec lat 50., gdy miał już na koncie inne utwory, ciekawe jest jednak to, że z dzisiejszego punktu widzenia „Szkice…” to jego najwybitniejsze dzieło.

Zdarza się, że mamy do czynienia z „autobiografiami” polityków czy aktorów, które tak naprawdę są dziełami profesjonalnych ghostwriterów?

Jest ich mnóstwo. Często ghostwriter ma po prostu do dyspozycji archiwum domowe, dokumenty, zdjęcia, zapiski i z tego tworzy całość. Bywa, że ulega przy tym naciskom ze strony „bohatera autobiografii”, by o pewnych rzeczach nie wspominać lub opisać je inaczej. Te teksty mało powiedzą nam o człowieku, ale sporo o warsztacie ghostwritera. Granice między autobiografią a biografią są w tym przypadku płynne. Z drugiej strony bywają takie teksty, jak „Autobiografia na cztery ręce” Jerzego Giedroycia spisana przez Krzysztofa Pomiana, która powstała z bardzo aktywnym uczestnictwem bohatera. Jeszcze lepszy przykład to fenomenalny „Mój wiek” Aleksandra Wata. Kiedy książka powstawała, Wat był ciężko chory i zupełnie zablokowany – nie mógł wydobyć z siebie głosu poetyckiego, był zamknięty w czterech ścianach bólu, jak pisał w wierszu z 1956 r. Dyrektor Instytutu Slawistyki w Berkeley, gdzie Wat przebywał na stypendium, zachęcił go do eksperymentu – poeta miał opowiadać swoje wspomnienia, a jego słuchaczem został o kilka lat młodszy Czesław Miłosz. Ten tandem znakomicie się sprawdził. Na taśmach uwieczniono dziesiątki godzin rozmów, w których Miłosz występuje w roli stymulatora, bardzo w tle, ale gdy Wat grzęźnie, on go próbuje wyciągnąć na szerokie wody opowieści. Spisanie i opracowanie tekstu było gigantyczną pracą, którą już po śmierci Wata wykonała jego żona, Ola Watowa.

Jakie jeszcze książki Pani poleca?

Teksty autobiograficzne Marii Kuncewiczowej: „Klucze”, „Fantomy”, „Naturę”, które opowiadają o niej samej na szerokim tle historycznym. Warto sięgnąć po dzienniki pisane przez kobiety, przede wszystkim przez Marię Dąbrowską i Zofię Nałkowską, a także po niedawno wydane dzienniki Mrożka, Białoszewskiego i oczywiście Iwaszkiewicza. Tym, którzy boją się, że w swoich opowieściach skłamią, zmyślą, pomylą się i ten lęk ich hamuje, polecam fenomenalny diariusz Gombrowicza. Dzięki niemu można nabrać dystansu do takich dylematów i zrozumieć, jak fascynująca jest celowa gra między prawdą a fikcją. W istocie nikt nie jest stróżem naszej moralności, kiedy piszemy autobiografię, a ze sposobu, w jaki zmyślamy, można się wiele o nas dowiedzieć. To, jak fabularyzujemy nasze własne wspomnienia, to świadectwo tego, kim jesteśmy. Nie sprawdzimy każdej daty, nie odtworzymy każdego szczegółu i musimy się z tym pogodzić. Bardzo interesująca może być też lektura prozy wspomnieniowej Michała Głowińskiego, historyka literatury, który jako wybitny badacz i bardzo świadomy czytelnik, zaczął spisywać swoje doświadczenia z okresu wojennego.

Czy teksty pisane przez osoby starsze różnią się od tych, których autorzy mają mniej lat?

Starsi autorzy dużo uwagi poświęcają tłu historycznemu, a ich pisaniu towarzyszy charakterystyczna wątpliwość związana z tym, czy ta ich praca ma w ogóle sens. Dobrym przykładem jest wydany niedawno „Album brodnickie” Mariana Bizana. Autor rekonstruuje historię rodzinną z pamiątek, które zostały, opisuje swoją przeszłość, wspomina Brodnicę, Wielkopolskę, Pomorze. Jako historyk literatury, wydawca i redaktor Państwowego Instytutu Wydawniczego, jest „profesjonalnym czytelnikiem”, ma doskonałe wyczucie tego, co robi, a jednak nie kryje wątpliwości, czy jego wspomnienia kogokolwiek zainteresują.

A młodsi?

U nich na plan dalszy schodzi wielka historia, koncentrują się na samych sobie, na historii prywatnej, na „krzątactwie” dnia codziennego, jak to nazywa Jolanta Brach-Czaina. Zastanawiają się raczej nad istotą literatury niż celowością pisania o własnym doświadczeniu. Ważniejsze jest dla nich to, jak mówią, niż to, o czym mówią. Dawniejsze opowieści operowały grą fikcji i faktu, której w polskiej literaturze patronuje przede wszystkim Gombrowicz. Młodsi autorzy tematyzują tę grę, mówiąc: „to jest fikcja, tu zmyślam”. Trochę jak Konwicki w swoich „łże-dziennikach”, np. w „Kalendarzu i klepsydrze”. Dlatego w przypadku ich opowieści nie mówiłabym o autobiografiach, a o utworach z komponentem autobiograficznym. Występuje on np. w „Bezpowrotnie utraconej leworęczności” Jerzego Pilcha, czy w książce „Dom dzienny, dom nocny” Olgi Tokarczuk. Bardzo ciekawym przykładem jest „Jak zostałem pisarzem (próba autobiografii intelektualnej)” Andrzeja Stasiuka. Widząc tytuł, spodziewamy się, że autor opowie o swoich mistrzach, wykształceniu, lekturach, wtajemniczeniu w literaturę. Okazuje się jednak, że to ironiczna gra z konwencją – Stasiuk mówi o alternatywnej młodzieży lat 70. i 80., o piciu wina nocami i dobrej zabawie. Opowieść kończy się tym, jak podejmuje decyzję, że zostanie pisarzem – na szczycie dźwigu, który służył do budowy Hotelu Mariott w Warszawie.

A kiedy właściwie można się zabrać za pisanie o sobie?

Autor musi czuć, że ma coś do opowiedzenia. Bobkowski poczuł to wieku 26 lat, ale zadecydował impuls historyczny, wybuch wojny. Gwałtowne przeżycie osobiste albo związane z dramatem dziejowym często motywuje do pisania. Druga, być może jeszcze potężniejsza motywacja, to próba uporządkowania własnej historii i tego, kim się jest, poczucie, że jak coś spiszemy, stanie się bardziej zrozumiałe, tak iż sami się w tym odnajdziemy. Właśnie z tego powodu dzienniki prowadzili np. Zofia Nałkowska i Jarosław Iwaszkiewicz. Pisanie może mieć też sens terapeutyczny, jak w przypadku Jana Lechonia, który zaczął prowadzić dziennik na emigracji, po wojnie, zachęcony przez psychiatrę. Lechoń miał problem z tożsamością seksualną, jako młody człowiek przeżył próbę samobójczą, nie akceptował samego siebie, miał ogromne kompleksy. Nie potrafił się odnaleźć w bardzo mu obcych Stanach Zjednoczonych. Zapisanie przynajmniej jednej strony dziennie miało mu pomóc uporządkować własne myśli i doświadczenia.

A jak ważny dla autora piszącego o samym sobie jest czytelnik?

Bardzo ważny, choć zdecydowana większość autorów pisze w pierwszej kolejności dla siebie. Kiedy nadajemy formę narracyjną swojemu doświadczeniu, zaczyna ono mieć pewną logikę i sens, dostrzegamy ciągi przyczynowo-skutkowe między wydarzeniami. Jest nawet kategoria „tożsamości narracyjnej” – kształtujemy ją, gdy spisujemy albo opowiadamy swoje życie. Robimy to dla siebie, bo dzięki temu dowiadujemy się, jak staliśmy się tymi ludźmi, którymi jesteśmy teraz. Nikt bowiem nie jest tym samym człowiekiem przed spisaniem autobiografii i po jej spisaniu.

Starszym twórcom pytanie „kto to przeczyta?” stale towarzyszy.

Zacytuję wspomnianego już Mariana Bizana: „Sięgnąwszy do domowego archiwum i pamięci starałem się ukazać niektóre zakręty rodzinnych dziejów na przestrzeni ponad stu lat. Czy z tego opisu wyniknie jaki pożytek – trudno przewidzieć. Nie żyją już uczestnicy i prawie wszyscy świadkowie tamtych wydarzeń i dni. Wokół mnie i moich rówieśników też już coraz więcej wolnej przestrzeni. A młodzi? Dla nich lata tu opisane są odleglejsze w czasie niż dla nas było powstanie listopadowe i Wiosna Ludów”. Zdaje się więc, że to powszechna wątpliwość i dręczy nawet profesjonalistów. Może w związku z tym nie powinna być aż tak deprymująca?

Ale prawie wszyscy tworzą jednak z myślą o czytelniku?

Tak, i to nawet wtedy, gdy deklarują, że chcą spalić zapiski. Moja prywatna intuicja badawcza jest taka, że autobiografia nie istnieje bez czytelnika. Ma on bardzo istotną rolę do odegrania w interpretacji tekstu. Czytanie autobiografii to wielkie wyzwanie i jedna z najbardziej fascynujących przygód lekturowych. Nie chodzi tylko o to, by rozwikłać węzełki prawdy i zmyślenia, by chwytać autora za rękę i mówić: „O, tu skłamałeś!”. Ogromną frajdę sprawia przede wszystkim śledzenie tego, jak żywioł literatury, czyli język radzi sobie z ogarnianiem przeszłości. Jedyny sposób, w jaki możemy przeszłość i nas samych z przeszłości reaktywować, przywołać, wskrzesić, to opowiadanie, odtwarzanie, a może lepiej – stwarzanie w słowach.

Książki, o których Pani opowiada, to literatura z najwyższej półki. Czy nieprzygotowany czytelnik poradzi sobie z takimi tekstami?

Autobiografie zwykle nie stawiają oporu, one się przed czytelnikiem otwierają, bo – jeśli można użyć takiego antropomorfizmu – chcą być czytane. Oczywiście są wyjątki. To dotyczy np. fascynujących wspomnień z dzieciństwa i młodości Zygmunta Haupta, który urodził się na Podolu, a po wojnie wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Jego opowiadania autobiograficzne są niezwykle skomplikowane. Dlaczego? Ponieważ Haupt był uwikłany w kazirodcze uczucie do swojej siostry. Jak o tym opowiedzieć szczerze, otwarcie i prostolinijnie? Ale autorom autobiografii zwykle towarzyszy podstawowe pragnienie – chcą opowiedzieć drugiej osobie o własnym losie i pragną, by ktoś na drugim końcu świata albo po drugiej stronie czasu ten komunikat odebrał, nawet jeśli ich już nie będzie.

>> powrót na początek strony <<

Zadanie jest współfinansowane ze środków otrzymanych od Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w ramach Rządowego Programu na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020

Rządowy Program na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020