logotyp

Skarby z domowego archiwum

Joanna Łuba (na zdjęciu z prawej) jest historykiem i kierownikiem Działu Ikonografii w Ośrodku KARTA, a Małgorzata Pankowska-Dowgiało jest historykiem i pracuje jako archiwistka w Archiwum Fotografii Ośrodka KARTA.Fot. Jacek Łagowski

O poszukiwaniu informacji w przedwojennych książkach telefonicznych, szklanych negatywach i rodzinnych albumach opowiadają Joanna Łuba i Małgorzata Pankowska-Dowgiało z Ośrodka KARTA Rozmawiała: Ola Rzążewska

Zachęcamy seniorów, którzy przychodzą na nasze warsztaty, do ponownego przejrzenia domowych zbiorów zdjęć, a uczestnicy z życzliwym uśmiechem mówią: „A cóż ja tam mogę mieć? To są takie zwykłe fotografie z PRL-u”. Wiem, że Wy macie duże zbiory takich pozornie zwykłych zdjęć.

Joanna Łuba: Nasze zbiory to z jednej strony kolekcje profesjonalnych fotoreporterów, a z drugiej strony tysiące zdjęć prywatnych. Ludzie przynosili je do nas, by historie zapisane na fotografiach były żywe nie tylko w ich domach, ale mogły też stanowić część trochę większej historii. W Polsce niestety jest tak, że dokumentacja wizualna jest nieco dziurawa, np. obraz niektórych miast, miasteczek i wsi można odtworzyć tylko na podstawie zdjęć z prywatnych zbiorów, bo archiwa państwowe spłonęły, nie istnieje też dokumentacja wielu przedwojennych fotoreporterów. A to, co może się jednostkowo wydawać nieważne, wplecione w większą całość, tworzy już jakiś obraz.

Jeśli więc uczestniczka warsztatów mówi, że ma tylko zdjęcia miasteczka, w którym mieszka od 50 lat, to mogą one mieć dużą wartość?

Małgorzata Pankowska-Dowgiało: Oczywiście, zwłaszcza, że zdjęcia są fantastycznym dopełnieniem dla źródeł pisanych. Wspomnienia, pamiętniki, książki czy opracowania nie oddadzą tego wszystkiego, co pokaże fotografia.

Czy życie codzienne z okresu powojennego, które często możemy zobaczyć na rodzinnych zdjęciach, jest ciekawe dla badaczy?

Joanna Łuba: Jak najbardziej. Choć, jak to w życiu bywa, różne osoby interesują się różnymi tematami, więc na tym samym zdjęciu jednego zaciekawi moda, innego architektura, a jeszcze innego tramwaj przejeżdżający w tle, bo przecież są pasjonaci, którzy zbierają po całej Polsce właśnie takie fotografie i potem rekonstruują historię komunikacji miejskiej. Więc jedno zdjęcie może być źródłem wielu cennych informacji, a jego posiadacz często nawet tego nie podejrzewa.

Macie w archiwum Ośrodka KARTA prywatne zbiory przekazane przez osoby, które widziały w tym jakiś sens. Co na tych fotografiach można zobaczyć?

Joanna Łuba: Najczęściej są to historie rodzin, ale widziane w szerszej perspektywie. Są więc np. zdjęcia pradziadka, który był działaczem społecznym w II Rzeczpospolitej, dziadka, który walczył na frontach II wojny światowej, a i zdjęcia dokumentujące działalność Solidarności w latach 80. Przekrój jest duży i zależy od aktywności zawodowej i społecznej danej rodziny. Mamy też oczywiście bardzo ciekawe zdjęcia z wnętrz mieszkań, pokazujące życie codzienne – jak choćby karpia w wannie z czasów PRL-u. Są to takie rzeczy, które osobom urodzonym w latach 50. i 60. wydają się oczywiste, ale tym z lat 90. już nie bardzo. Tak jak wóz drabiniasty czy orzeł w godle bez korony.

Czy możecie opowiedzieć o historii jakiejś rodziny poznanej dzięki zdjęciom, które wam przekazała?

Małgorzata Pankowska-Dowgiało: Któregoś dnia przyszedł do nas pan z kilkoma albumami, chciał zapytać, czy może nas zainteresują. Zaczęliśmy oglądać zdjęcia z przełomu XIX i XX wieku. Jego rodzice pochodzili z Kresów, tam mieli swój majątek. Przekonaliśmy go, by nam zostawił te albumy na jakiś czas – jeśli ktoś nie chce oddawać nam swoich fotografii, prosimy o wypożyczenie, co pozwala nam zrobić skany. Gdy odbierał albumy, zdjęcia obejrzeliśmy razem na ekranie komputera. Zobaczył wtedy wiele szczegółów, których nie dostrzegł na małych, często wyblakłych odbitkach. I nagle odkrywał, że na zdjęciu jest ciocia albo wujek. Z jego zbiorów zeskanowaliśmy ponad 200 fotografii – są bardzo popularne i często za jego zgodą wykorzystujemy je w naszych projektach oraz udostępniamy innym do publikacji. Jest wiele takich osób, które dzięki temu, że nawiązały z nami kontakt i udostępniły nam swoje zbiory, mają poczucie, że ich kolekcje żyją, nie są tylko zamknięte w szufladzie. Często dopiero wtedy dowiadują się, że one mają ogromną wartość, nie tylko sentymentalną i rodzinną, ale i historyczną.

A co się dzieje, kiedy dostajecie kolekcję osoby, który już zmarła? Nie możecie już o nic dopytać, zdjęciom nie towarzyszą żadne opowieści. Czy warto zachęcać seniorów, by do zdjęć, które mają w domowych zbiorach, dopisywali jakąś krótką informację?

Joanna Łuba: Z naszego punktu widzenia to ma ogromne znaczenie, bo przy wykonywaniu pracy archiwistycznej, każdy strzępek informacji jest dla nas ważny. Jeśli mamy nieopisane zdjęcia, to musimy zamieniać się w detektywów i np. powiększać szyldy. Przeglądamy potem przedwojenne książki telefoniczne, szukamy miejscowości, w której było zrobione zdjęcie, np. często wskazówką jest architektura albo naramienniki na mundurach. Więc każdy podpis z tyłu zdjęcia jest dla nas rzeczywiście wielką radością.

A jak opisywać zdjęcia, by ich nie niszczyć? Sami proponujemy na warsztatach pisanie historii dotyczącej konkretnego zdjęcia na oddzielnej kartce.

Małgorzata Pankowska-Dowgiało: Najprościej będzie na odwrocie zdjęcia napisać miękkim ołówkiem numer i dołączyć kartkę z opisem. Oczywiście zdarzają się fotografie, na których właściciel umieścił nazwiska osób ze zdjęcia ze strzałkami – ale tego zdecydowanie nie polecamy.

Czy często dostajecie informację zwrotną, że ktoś ma satysfakcję, bo pomógł powiększyć zbiory Ośrodka KARTA?

Joanna Łuba: Jeżeli zdjęcia są przez nas publikowane, to bardzo cieszy naszych ofiarodawców. Jedna z tak pozyskanych fotografii została nawet umieszczona na okładce dość znanej książki historycznej – dla właściciela było to wielkie zdziwienie i radość. Chętnie publikujemy też zdjęcia na naszej stronie internetowej www.foto.karta.org.pl i często się zdarza, że zgłaszają się internauci, którzy mają informacje o zdjęciach, których wcześniej nie udało się zidentyfikować. Nagle ktoś rozpoznaje na fotografii np. miasteczko we wschodniej Polsce. A czasem zdarza się też tak, że na zdjęciach wykonanych np. na zesłaniu, ktoś rozpoznaje siebie, pyta o koleżanki, o osobę, która podarowała to zdjęcie. Czasem więc za zgodą ofiarodawców kontaktujemy ze sobą ludzi, którzy nie widzieli się od 50 lat.

Na stronie KARTY znalazłam informację, że macie już 250 tys. zdjęć.

Joanna Łuba: Jest to największa społeczna kolekcja fotograficzna. Warto wspomnieć, że działamy jako organizacja pozarządowa, a więc nie jesteśmy instytucją finansowaną z budżetu państwa. Oczywiście pozyskujemy granty na opracowywanie zbiorów, ale nasze fotografie pochodzą od osób prywatnych, a nie z archiwów instytucji.

A czym zajmuje się Pogotowie Archiwalne, które prowadzicie?

Joanna Łuba: Projekt polega na tym, że reagujemy na sytuacje, w których ktoś chce się pozbyć zdjęć, bo uważa, że są nieciekawe albo docenia ich wartość, ale nie wie, co z nimi zrobić. Nasza „karetka Pogotowia Archiwalnego” jedzie do darczyńcy – jest to auto oznakowane logiem Pogotowia, widoczne na drodze. I choć nie mamy na dachu koguta, to bardzo szybko działamy. Interweniujemy na terenie całej Polski – byliśmy m.in. w Krakowie, Poznaniu, na Podlasiu.

Rozumiem, że nie tylko seniorzy mają świadomość, że fotografie są cenne?

Joanna Łuba: Oczywiście. Jako Ośrodek KARTA uruchomiliśmy projekt Cyfrowe Archiwa Tradycji Lokalnej. Polega on na tym, że w gminnych bibliotekach powstają archiwa, bo uważamy, że właśnie one mogą ocalać historię lokalną. Dzięki zdobytemu grantowi wyposażyliśmy bibliotekarzy w skanery i dyktafony, a oni zachęcali mieszkańców do zeskanowania fotografii z domowych albumów oraz nagrywali relacje biograficzne najciekawszych ich zdaniem członków społeczności. I tak, przy naszym wsparciu merytorycznym, tworzą archiwum lokalne, które prezentują na swoich podstronach, które dla nich założyliśmy. Słyszeliśmy świetne historie np. o tym, że we wsi Cieszanów zdjęcia zeskanowane w jednym domu, krążyły w formie wydruków w segregatorze, a kolejni mieszkańcy dopisywali różne informacje. I dzięki temu opis tej kolekcji był kompletny.

Jak słucham, o czym opowiadacie, to myślę, że to interesuje nie tylko historyków, lecz także antropologów i socjologów. To bardzo ciekawe, co można wyczytać ze zdjęć, które mamy w domach.

Joanna Łuba: A takie zdjęcia i opowieści śledzą także osoby zainteresowane historią miejsca, w którym żyją. Z tego, co widzimy, jest to ruch bardzo szeroki i nie są to tylko historycy lokalni, ale też amatorzy. Sięgają do naszych zbiorów, szukając przez internet informacji i bardzo ich cieszy, że mogą zobaczyć na przedwojennym zdjęciu swoją ulicę.

Dobrze, że o tym mówicie, bo my na warsztatach zachęcamy, by pisać także dla takiego czytelnika – zainteresowanego swoim miastem, swoją dzielnicą, swoją ulicą.

Joanna Łuba: Oczywiście, przecież w każdym mieście są pasjonaci, którzy tworzą stowarzyszenia albo grupy nieformalne, wymieniają się informacjami, wydają publikacje, robią wystawy, organizują w swoim kręgu spotkania, na których identyfikują zdjęcia. Historia lokalna staje się dla nich taką sprawą, wokół której działają.

Na stole przed nami stoją pudełka, o których zawartości – jak wspomniałyście – chcecie mi opowiedzieć. Co w nich jest?

Joanna Łuba: Oczywiście zdjęcia, które otrzymaliśmy. Na przykład to szare pudełko zawiera bardzo ciekawą kolekcję. Otrzymaliśmy ją od pana, który nie chciał się nam przedstawić, powiedział tylko, że robił porządki na strychu i znalazł właśnie to pudełko ze szkiełkami, więc nam je zostawia. Po zeskanowaniu zdjęć i prześledzeniu napisów, szyldów i topografii terenu, ustaliliśmy, że jest to budowa elektrowni w Płocku w 1928 r. Te sto fotografii to cała dokumentacja budowy.

A to duże pudło co w sobie mieści?

Joanna Łuba: To jest bardzo cenna kolekcja pana Jerzego Konrada Maciejewskiego przekazana nam przez jego syna. Często bywa tak, że z pozyskanego materiału coś potem wydajemy. Na podstawie rękopisów pana Jerzego i tych zdjęć powstała książka o jego losach – był żołnierzem na frontach I i II wojny światowej, bardzo skrupulatnym kronikarzem swojego życia i swoich czasów. Co ciekawe, pan Jerzy robił zdjęcia w tych samym miejscach przed wojną i po wojnie, więc można zobaczyć, jak dużo się zmieniło. Autor pochodził z Warszawy, ale jako dziennikarz podróżował po całej Polsce.
Małgorzata Pankowska-Dowgiało: Tam, gdzie był w celach zawodowych, nie tylko pisał artykuł, ale i fotografował. A jeśli chodzi o jego dziennikarstwo wojenne, to jest to bardzo dokładna dokumentacja internowania polskich żołnierzy w Szwajcarii podczas II wojny światowej.

Wydajecie też albumy ze zdjęciami...

Joanna Łuba: Tak, tu np. mamy album „Irena Jarosińska: Pismo obrazkowe” wydany w 2013 r. – skorzystaliśmy z jednej z naszych najcenniejszych kolekcji, czyli fotografii Ireny Jarosińskiej. Jej archiwum zdjęciowe trafiło do nas trochę przypadkiem. Ktoś znalazł na strychu, który kiedyś był jej pracownią, cały jej dorobek fotograficzny i został on przekazany do KARTY właściwie bez żadnych opisów. Dopiero po odwinięciu negatywów z papieru śniadaniowego, na którym było napisane „teatr” i po ich zeskanowaniu, okazało się, że chodzi o teatr na ul. Tarczyńskiej w Warszawie. Negatywy opisane „pisarz” pokazywały nam postać Mrożka itd. Takich odkryć i zaskoczeń było bardzo dużo i okazało się, że to jest materiał, który nadaje się do wydania.

Ale macie też pewnie mniejsze zbiory?

Joanna Łuba: Tak, mamy zbiory liczące kilka fotografii, a nawet pojedyncze zdjęcia, np. takie, które przyjechały do Polski schowane w kieszeni aż z Syberii. Takie fotografie, za którymi stoją emocje, są dla nas bardzo cenne.
Małgorzata Pankowska-Dowgiało: Mamy np. taki album rodzinny, skórzany, zdobiony okuciami. W środku zdjęcia pozowane, z atelier fotograficznego, z przełomu XIX i XX wieku. W innym albumie tej samej właścicielki była fotografia z 1864 r. Uznaliśmy ją za najstarsze zidentyfikowane zdjęcie w naszym archiwum. Więc tak cenne rzeczy są w zbiorach prywatnych! Ale skoro już jesteśmy przy albumach – mamy też taki ze zdjęciami z frontu polsko-ukraińskiego z 1919 r., który pochodzi z kolekcji Jerzego Konrada Maciejewskiego. Na początku albumu zamieścił notkę: „Moje zdjęcia frontowe z 1919 r. – potem aparat fotograficzny przegrałem w karty. Szkoda, przydałby się w 1920 r.”.

Skoro tak ciekawe rzeczy są w zbiorach prywatnych, to jak ośmielić ich właścicieli, by pokazywali je innym ludziom, nie tylko rodzinie i sąsiadom?

Joanna Łuba: Przeglądając publikacje w księgarniach i bibliotekach, pewnie trafią na zdjęcia podobne do tych, które mają u siebie w szufladach. Warto pamiętać, że podobne nie znaczy takie same. Na jednym zdjęciu, już wykorzystanym, są trzy osoby z zesłania, a na ich prywatnej fotografii jest pięć osób i to będzie ważne uzupełnienie historii tego miejsca. I takie zdjęcie ma ogromną wartość!

>> powrót na początek strony <<

Zadanie jest współfinansowane ze środków otrzymanych od Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w ramach Rządowego Programu na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020

Rządowy Program na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020