logotyp

Otwieranie pudełka

Anna Owczarska-Osinska jest psychologiem i psychoterapeutką – pracuje w nurcie integracyjnym, łącząc podejście humanistyczne i skoncentrowane na osobie i emocjach. Jest współzałożycielką Ośrodka Naukowo–Terapeutycznego Ogrody Zmian.Fot. Jacek Łagowski

O potrzebie porządkowania wydarzeń z życia, nawlekaniu koralików na nitkę i terapii wspomnieniowej opowiada Anna Owczarska-Osinska, psycholog z ośrodka Ogrody Zmian Rozmawiała: Ola Rzążewska

Seniorzy są w takim okresie życia, że z pewną łatwością przychodzi im myśl o pisaniu wspomnień. I jak się już za to zabiorą, odkrywają pierwszą korzyść. Mówią: „Kiedy piszę, to się trochę uspokajam”. Czy przelewanie naszych myśli na papier rzeczywiście tak działa?

Ludzie są bardzo różni, więc dla każdego człowieka będzie to na pewno indywidualne przeżycie, dlatego mam trudność z uogólnianiem. Jestem jednak pewna, że człowiek dąży do jakiejś całości, nadawania sensu, do zamykania swoich spraw. Jeśli więc coś domknie, coś nazwie, odkryje znaczenie swoich przeżyć sprzed lat, to da mu to spokój.

To bardzo pozytywne doświadczenie, z którym – gdyby nie pisanie – być może nie mielibyśmy możliwości się zetknąć. Czy dobrze się domyślam?

Myślę, że tak. Pisanie to pewien rodzaj terapii. W USA mówi się nawet sporo o terapii wspomnieniowej, a także o healing writing, czyli uzdrawiającym pisaniu. James Pennebaker z amerykańskiego uniwersytetu w Austin robił przez ponad 25 lat badania na temat pisania. Wynika z nich, że nadanie sensu cierpieniom, traumom i doświadczeniu życia, daje poczucie szczęścia i zmniejsza lęk. Jego badania pokazują też, że ci, którzy nadali znaczenie swoim trudnościom lub zyskali lepszy wgląd w siebie dzięki pisaniu, są zdrowsi od tych, którzy po prostu opisywali fakty ze swojego życia.

Rzeczywiście, często wspomnienia, które piszą seniorzy, koncentrują się wokół najtrudniejszych momentów w życiu, związanych ze stratą, bólem, traumą. Czasem po raz pierwszy po bardzo wielu latach myślą o jakichś wydarzeniach. Czy to może dać jakieś pozytywne efekty?

Myślę, że tu chodzi o coś, o czym piszą psychoterapeuci prowadzący terapię osób starszych – nasza pamięć działa tak, że selekcjonuje fakty i zdarzenia. Od niektórych, najtrudniejszych spraw się odcinamy. To nie znaczy, że one dla nas nie istnieją – są po prostu jakby zamknięte w pudełku, którego nie dotykamy. Niektóre osoby odczuwają ból właśnie dlatego, że w ich wspomnieniach brakuje jakiegoś fragmentu życia, jakby został on z pamięci wycięty. Zapomniały o czymś.

Celowo?

Czasem celowo, innym razem bezwiednie. Wtedy, odczuwając ból, nie wiedzą nawet, skąd się on bierze. Dopiero idąc za nitką wspomnień, dochodzą do pewnych faktów, sytuacji, okresów życia, które zostały zamknięte w szczelnych pudełkach. Często te odkrycia porównuję do nizania koralików na nitkę. Koraliki, które istnieją oddzielnie, mają zupełnie inny wygląd, niż te na sznurku. Wszystko nabiera innego znaczenia, choć to są te same koraliki, te same cierpienia, zdarzenia. Myślę, że pisanie wspomnień jest okazją do tego, by tę potrzebną nitkę odnaleźć.

Czasem seniorzy mówią, że nie są w stanie napisać o jakimś zdarzeniu, bo sprawia im to za dużo bólu. Radzę im wtedy, by po prostu dali sobie czas i może odpowiedni moment przyjdzie. Albo nie przyjdzie. Czy można otwierać te swoje pudełka powoli?

To fantastyczne mówić ludziom, by dali sobie czas! Bardzo wierzę w to, że jak ktoś zgłasza się na terapię albo zabiera się za pisanie wspomnień, to znaczy, że przyszedł odpowiedni moment. Ale potrzebne są też określone warunki. Na pewno ważna jest relacja z drugim człowiekiem, bo często trudno nam pisać tylko dla siebie. Mam taką obserwację dotyczącą moich starszych już rodziców – mój ojciec, 87-latek, uczestnik Powstania Warszawskiego, potrafił pisać o swoim życiu w różnych okresach, pisał jakieś pamiętniki wraz z kolegami czy książkę, natomiast dla mojej mamy to było wprost niewyobrażalne, żeby zapisywać swoje przeżycia. I dopiero wtedy, gdy ojciec z nią usiadł i zaczął jej słuchać, a potem zapisywać to, co mówi, potrafiła się trochę otworzyć. Więc oprócz odpowiedniego czasu potrzebne jest jeszcze zaufanie, tzn. jakaś osoba, przed którą można się odsłonić. W takich sprzyjających warunkach można się odważyć i uchylić wieczko swojego pudełka.

Czy ta osoba, dla której otwieramy pudełko, to może być ktoś, z myślą o kim piszemy?

Sądzę, że to będą osoby, które z jakichś powodów mają dla nas duże znaczenie. Często jest tak, że dziadkowie opowiadają wspomnienia dopiero swoim wnukom. Ale może to być też ktoś zupełnie obcy, bo takiemu komuś łatwiej powiedzieć o pewnych trudnych rzeczach.

Czasem ten ktoś, z myślą o kim piszemy, dopiero w odległej przyszłości ma sięgnąć po nasze zapiski. I to chyba też tworzy jakieś poczucie bezpieczeństwa? Pozwala zmniejszyć lęk przed odsłonięciem się?

Tak, to taki wentyl bezpieczeństwa – nic nie wybuchnie przed nami jak bomba, ewentualna konfrontacja z czytelnikiem zostanie odroczona. Myślę, że dość ważna jest też potrzeba docenienia – żeby nasze pisanie było dla kogoś czymś naprawdę ważnym. Jedną z najtrudniejszych rzeczy, z jakimi borykają się osoby starsze, jest samotność. Nie chodzi o bycie samemu w mieszkaniu, tylko o to, że już dla nikogo nie są najważniejsze. Pisanie pamiętnika czy wspomnień może być odroczeniem samotności i poszukiwaniem osoby, która czytając moje wspomnienia sprawi, że w chwili lektury znowu będę najważniejszy.

Myślę o przywróceniu dawnych ról – nagle mogę znów stać się najważniejsza dla córki, dla której kiedyś byłam centralną postacią w życiu...

Nagle córka może zobaczyć mamę zupełnie na nowo i całkiem inaczej, może zobaczyć ją w swoim wieku, może zobaczyć ją jako dziecko. Możemy przyjrzeć się rodzicowi w całej jego pełni – to jest tak, jakbym wcześniej widziała tylko fasadę domu, a teraz odkrywam jego wnętrze. Nagle mam przed oczami mamę w pełnej krasie.

Często seniorzy mówią nam na warsztatach: „To, że opisałem coś, co się wydarzyło 30 czy 40 lat temu i się nad tym głębiej zastanowiłem, pozwoliło mi lepiej zrozumieć, dlaczego tak postąpiłem”.

Rzeczywiście, ludzie często odnoszą takie wrażenie.

Z czego to wynika?

Pewnie z tego, że widzimy w życiu pewną ciągłość – tę nitkę, o której mówiłam. Nić ciągłości nadaje znaczenie wydarzeniom, faktom, fantazjom, odczuciom, emocjom.

Seniorzy piszący wspomnienia mówią, że nie tylko lepiej rozumieją swoje zachowania czy wybory, ale także reakcje innych osób. To też ma związek z tą ciągłością?

Odkrywają, że mają już dystans do swoich emocji sprzed lat. Tamte wydarzenia, tamte sytuacje rozgrywają się na nowo, ale już we wspomnieniach. I dziś, nie żywiąc już tak silnych emocji do osoby, która zrobiła mi kiedyś krzywdę, mogę dostrzec, że ma wiele innych cech, których wtedy nie dostrzegałam. To fantastyczne, że można poprzez swoje wspomnienia pojednać się z drugim człowiekiem.

Powiedziała Pani, że po latach nie czujemy już złych emocji, ale za to pamiętamy o pozytywnych uczuciach. Jeden z uczestników naszych zajęć, pan mocno po osiemdziesiątce, napisał tekst o mamusi. I gdy go czytał, to większość z nas miała łzy w oczach – w tym zdrobnieniu było mnóstwo uczuć i bliskości, jaką czuł z matką.

Gdyby pozytywne emocje nie blakły w nas, to byłaby to jasna strona naszej pamięci. I po części tak jest – bo o wydarzeniach złych zapominamy, odkładamy je, a pamiętamy te dobre. To taka lecząca część nas samych, że można pamiętać dobre emocje. Strasznie wzruszająca jest ta historia, którą mi Pani opowiedziała. Rzeczywiście tak jest, że te ważne osoby pozostają w pamięci może nieco wyidealizowane, ale co z tego, kiedy dobrze nam robi myśl o przytuleniu się do naszej mamusi. Myślę, że to tak naprawdę wcale nie musi chodzić o prawdziwą osobę mamy, tylko o tę mamusię, którą ten pan nosi w sobie.

Jak Pani myśli, czego może potrzebować mocno starszy człowiek, który z dużym uczuciem pisze o mamusi sprzed 70 czy 80 lat?

Po prostu zwykłej miłości i ciepła. Może w tych obszarach miał w życiu braki i teraz zdał sobie z tego sprawę? Te wspomnienia o mamie muszą być dla niego niesłychanie leczące, dlatego, że on odnajduje w nich realizację swojej potrzeby. Pozwala sobie przeżyć to, czego najbardziej potrzebuje.

To kojąca myśl, że umiemy sobie zapewnić coś, czego nam akurat bardzo potrzeba.

Czasem to jest bardzo blisko – na wyciągnięcie ręki, po prostu w nas. To są te nasze najczulsze emocje, tylko bardzo rzadko po nie sięgamy.

Skąd się bierze potrzeba, by pisać wspomnienia? Mogłam od tego pytania zacząć naszą rozmowę, ale w sumie chyba ciekawiej jest nim kończyć.

Jednym z powodów jest lęk przed odejściem i śmiercią bez pozostawienia po sobie czegoś ważnego. Może to być też potrzeba domknięcia jakichś fragmentów swojego życia. We mnie też pojawiła się potrzeba pisania, bo czuję, że nie jestem w stanie nikomu przekazać tego, co przeżyłam, a marzyłabym o tym, by moje dzieci albo wnuki o tym przeczytały. Przypomniała mi się teraz moja ciotka, która żyła wiele lat na emigracji i ona w którymś momencie bardzo się zamknęła (jak wiele osób, które wyjechały), pewnie dlatego że nie znajdowała zrozumienia, bała się, że będzie mówiła o czymś, o czym otaczający ją ludzie kompletnie nie mają pojęcia. I wtedy zaczęła pisać wspomnienia. Często o niej myślę, bo ona uważała, że pojawił się taki czas, że trzeba coś z tym zrobić, co się w sobie ma. Pojawia się potrzeba, chęć domknięcia, zapamiętania, ułożenia.

Jakby się otworzyły dla nas jakieś drzwi...

Prawda? Jest jeszcze jedno świetne porównanie, na które kiedyś trafiłam – przeszłość przechodzi wtedy przez bramę teraźniejszości. Często moja córka mówi: „Mamo, jak opowiadasz mi coś z przeszłości, to ja w teraźniejszości widzę już coś więcej”. Przeszłość nadaje sens naszemu byciu tu i teraz, jesteśmy teraz, ale doświadczenie przeszłości wciąż przez nas przechodzi.

>> powrót na początek strony <<

Zadanie jest współfinansowane ze środków otrzymanych od Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w ramach Rządowego Programu na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020

Rządowy Program na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020