logotyp

Odzyskać świat

dr hab., prof. w Instytucie Literatury Polskiej UW Michał Kuziak jest historykiem literatury. Napisał książki poświęcone Mickiewiczowi, Słowackiemu, retoryce oraz ponad sto artykułów dotyczących literatury romantycznej, współczesnej oraz teorii literatury i komparatystyki literackiej, które były publikowane w kraju i za granicą.Fot. Jacek Łagowski

O włoskich szpilkach, młynku do kawy, gladiatorze Izabeli Łęckiej i byciu uwięzionym w spojrzeniach przedmiotów opowiada prof. Michał Kuziak, historyk literatury z Uniwersytetu WarszawskiegoRozmawiała: Anna Błaszkiewicz

To może być pomarańczowy zeszyt czy maszynka do włosów, jak w „Książce” Mikołaja Łozińskiego albo opasany gumą, wypełniony nazwiskami, adresami i telefonami notes, o którym w „Ostatnim rozdaniu” Wiesław Myśliwski pisze: „w nim jest prawie wszystko, czego mógłbym się o swoim życiu dowiedzieć”. Z lektur szkolnych pamiętamy tytułową kamizelkę z noweli Prusa. Dlaczego przedmioty tak często stają się punktem wyjścia do opowiedzenia jakiejś historii?

One są fragmentem naszego świata, na co dzień nam towarzyszą. W nich są nasze emocje, pragnienia, troski. Z nimi wiążą się przeżycia, doświadczenia. Możemy przez nie mówić o kimś. I to może być bardzo ciekawa opowieść. Taka nie wprost. Niekonwencjonalny rodzaj biografii czy nawet autobiografii, jeśli mówimy w ten sposób o sobie. Technikę tego typu wypracowali wielcy realiści, wystarczy przypomnieć sobie mieszkanie Rzeckiego w „Lalce” i to, co o bohaterze mówią jego rzeczy. Pojawia się ona też współcześnie, choćby w wierszach żałobnych, np. w utworze Wisławy Szymborskiej „Kot w pustym mieszkaniu” czy we „Wdowcu” Stanisława Grochowiaka. Pojawia się w sposób szczególnie dramatyczny, gdyż po naszej śmierci zostają właśnie przedmioty, świadkowie życia. W literaturze najnowszej rzeczy stają się nie tylko tłem, elementami świata przedstawionego czy kontekstem, ale czymś bardzo ważnym, nierzadko pierwszoplanowym. Przy tym już pod koniec XIX w. pisarze zaczęli zwracać uwagę na przedmioty zwykłe, codzienne, a nie na te magiczne, wzniosłe, baśniowe, trudno dostępne. Twórców zainteresował świat, który nas otacza tu i teraz, bardzo blisko. Stało się tak dlatego, że ten świat zaczęliśmy tracić, w związku z przemianami kulturowymi, a literatura mogła nam go przywrócić i sprawić, że znów poczujemy się w nim zadomowieni i zakorzenieni. Rzeczy są nam bliskie, ale mamy też poczucie, że między nami a przedmiotami jest przepaść, one funkcjonują w innym rytmie, innej przestrzeni, innym wymiarze; jak wspomniałem, funkcjonują i wtedy, kiedy nas już nie ma. Jesteśmy z tego samego planu całości istnienia, a jednocześnie one są autonomiczne, odrębne. Niosą ze sobą jakąś tajemnicę i już to jest ciekawe. Przypomina mi się w tym kontekście „Ślub” Gombrowicza, w którym człowiek jest uwikłany nie tylko w spojrzenia innych ludzi, ale okazuje się także chwytany spojrzeniami przedmiotów. Czasem te przedmioty – na myśl przychodzą „Mdłości” Sartre’a – mogą okazać się nawet wrogie.

Jakie przedmioty szczególnie często są obecne w opowieściach?

Wszystko zależy od wrażliwości i doświadczenia konkretnego twórcy. Tu nie ma reguł. Na pewno, jak już wspomniałem, współcześnie często pojawiają się w tekstach rzeczy uznawane kiedyś za prozaiczne i niepoetyckie, a nawet nieliterackie. Są elementem zwykłego, codziennego świata. I jako takie mogą pozostać w literaturze albo też mogą nabrać dziwnych właściwości, jak w nurcie realizmu magicznego. Dobrym przykładem jest „Prawiek i inne czasy” Olgi Tokarczuk, gdzie mamy do czynienia z całym kosmosem rzeczy, które nie tylko towarzyszą człowiekowi, lecz także żyją własnym życiem, niosą ze sobą jakąś tajemnicę. Autorka opowiada np. historię młynka do kawy, pokazując w ten sposób historię wielopokoleniowej rodziny. Ten młynek trwa, wszystko wokół się zmienia. Na myśl przychodzi od razu także Bruno Schulz i jego świat rzeczy – bardzo zmysłowy, konkretny, czasem wybrakowany, a zarazem tajemniczy i niezwykły. Wspomniałbym też o „Panu Tadeuszu” – to, jak wiemy, tekst realistyczny, ale zawiera rodzaj realizmu fantazmatycznego, przepuszczonego przez wyobraźnię twórcy. Świat natury, jego poszczególne elementy, są tu bardzo plastycznie, konkretnie przedstawione, ale przecież wiemy, że one nie mogą istnieć w tym momencie, nie mogą na raz kwitnąć, owocować. To pamięć, wspomnienie buduje taką wizję świata pełni. Ale możemy pójść dalej w eksperymencie z wyobraźnią, w kierunku surrealizmu, jak np. w znakomitym pisarstwie Borisa Viana, u którego wszystkie przedmioty zmieniają kształty, bywają agresywne, odpowiadają, zachowują się w sposób kompletnie nieprzewidywalny. Podałem tych kilka przykładów, by pokazać, że to nie zawsze sama rzecz jest w istocie najważniejsza, że często, a może zawsze, istotne jest to, co w niej, dzięki niej, potrafimy zobaczyć.

Ciekawe są też autobiograficzne „Włoskie szpilki” Magdaleny Tulli, w których przedmioty odgrywają bardzo ważną rolę.

Tu, dzięki tytułowym butom, zostaje opowiedziana historia rodzinna pisarki, związana z życiem w PRL-u i traumą przeszłości wojennej. Poznajemy świat, w którym zwykły przedmiot stanowi coś niezwykłego i w jakiś sposób naznacza, wyróżnia dziecko, które znalazło się w jego orbicie. W ten sposób dowiadujemy się czegoś o życiu w tamtym czasie. To taki punktowy wgląd, w perspektywie przedmiotu, w całość. Warto też zwrócić uwagę na „Jadąc do Babadag” Andrzeja Stasiuka. On także umieszcza przedmioty w centrum tekstu i swojej wizji świata, ponieważ są one dla niego dowodem na istnienie realnego świata, na to, że czegoś się doświadczyło, coś się przeżyło, gdzieś się było. Pojawia się tu też wątek kolekcjonowania rzeczy przywożonych z podróży, także, mających materialny status, fotografii rzeczy. Rzecz ma świadczyć o przeżyciu, doświadczeniu. Ale z drugiej strony, przy całym niepodważalnym zamiłowaniu do przedmiotów (a także przy lęku przed unicestwieniem świata), Stasiuk mówi też, że właściwie nie są one ważne, bo wszystko można sobie wyobrazić, liczy się nasza zdolność wyobrażania. I te dwie perspektywy wcale się nie znoszą, a raczej dopełniają. Pokazują cały kłopot, który mamy z rzeczami i z nami wobec rzeczy. W tym kontekście ciekawa jest również książka „Mercedes-Benz” Pawła Huellego. Zdjęcia związane z przeszłością rodzinną, na których między innymi pojawia się tytułowy samochód, są formą potwierdzenia realności istnienia świata przedmiotów i związanych z nimi ludzi oraz ich doświadczeń. Jak widać, same rzeczy już nie wystarczą, by wierzyć w ich realność…

Sam opis wyglądu przedmiotów jest ważny?

Z jednej strony literatura pozwala nam odzyskiwać świat, ale z drugiej, przez pewien nadmiar, przesadzenie, zbytnią szczegółowość, możemy ten świat zgubić. Dlatego pisarze zaczęli poszukiwać przezroczystego języka, technik fotograficznych, stylu zerowego, który nie skupi uwagi na samym sobie, tylko na świecie opisywanym, świecie przedmiotów. Opis jest ważny, ale i, jak widać, niebezpieczny. Paradoksalnie, może nas oddalić od przedmiotu. Może też zamknąć go w katalogu cech utrudniających dalsze pisanie, zamykającym, a nie otwierającym dalsze poznanie. Chyba jest też tak, że o rzeczach niezwykłych łatwiej nam mówić, łatwiej je opisywać, ponieważ istnieją odpowiednie konwencje stylistyczne wzniosłości i piękna. To, co zwykłe, stanowi szczególne wyzwanie. Stajemy z nim twarzą w twarz, do pewnego stopnia samotni, musimy wymyślić język. Może więc nie zawsze trzeba opisywać? Może w przedmiocie zawarty jest taki potencjał tajemnicy, który możemy wykorzystać inaczej? Trzeba próbować.

To jak znaleźć swój język pisania o przedmiotach?

Kiedyś rzeczy częściej były metaforami czegoś, odsyłały nas do porządku symbolicznego, alegorycznego, do pewnej całości, którą wykreował twórca (a nawet Stwórca). Dziś są czymś autonomicznym. Musimy się z nimi zmierzyć i szukać dla nich osobnego języka. To szansa i wyzwanie. Znakomitym sposobem jest przyglądanie się temu, jak piszą różni pisarze – ci, dla których ważne są przedmioty. Punktem wyjścia warto uczynić klasyczną szkołę realistyczną i zobaczyć, jak np. Balzac buduje realizm atmosfery przez opis przedmiotów. W „Ojcu Goriot” przez szczegół, świat rzeczy, dociera się do zagadek psychologicznych, ale i do specyfiki sytuacji społecznej, historycznej, kulturowej. Oczywiście polecam też genialną „Lalkę” Bolesława Prusa, w której znajdziemy chyba wszystkie sposoby przedstawiania przedmiotów – od konwencji realistycznej, w której pokazuje się typowy świat w typowy sposób, po wyobraźniowe, fantazmatyczne opisy, wpisane w aurę emocjonalną i popędową bohaterów. Myślę np. o znamiennej figurce gladiatora, którą posiada Izabela Łęcka. Dotyka jej, marzy, to przedmiot funkcjonujący bardziej w świecie jej emocji, także pragnień erotycznych, niż w realności. Warto dużo czytać, ale krytycznie i podejrzliwie, by nie dać się uwieść jednemu językowi. Zachęcam do sięgnięcia po znakomitą książkę „Mimesis. Rzeczywistość przedstawiona w literaturze Zachodu” Ericha Auerbacha. Autor zajmuje się w niej różnymi sposobami pokazywania rzeczy, od antyku po Virginię Woolf. To świetnie napisana i przyjemna w lekturze pozycja. Są też publikacje, które zajmują się wyobraźnią materialną. Polecam szczególnie także poświęcone przedmiotom książki Gastona Bachelarda, które czyta się jak literaturę, a pozwalają nam dostrzec niuanse związane z różnymi sposobami spoglądania na świat. To, o czym przeczytamy, musimy oczywiście konfrontować z własnym doświadczeniem i wrażliwością. Trzeba uważać, by nie dać się ponieść tradycyjnym konwencjom. Warto się zastanowić, jak pisać inaczej, ciekawie, niebanalnie.

Czy przedmiot jest dobrym punktem wyjścia, gdy zaczynamy opowiadać swoją historię?

Przedmiot może być takim punktem wyjścia. Tym razem przypomina się słynna „magdalenka” z powieści Marcela Prousta „W poszukiwaniu straconego czasu”. Przedmiot daje wiele możliwości zaczynania i prowadzenia opowieści. To może być prawdziwa szkoła pisania i patrzenia na świat, a także, muszę dodać, szkoła wyobraźni. Rzeczy mają własne historie, rzeczy wywołują z pamięci nasze historie, rzeczy prowokują do opowiadania historii, a może nawet same mówią?

A jak wybrać tę jedną rzecz, która może stać się początkiem naszej opowieści?

To już bardzo osobista sprawa. To w końcu „nasze” rzeczy i „nasze” opowieści. Wszystko polega na sztuce zadziwienia się światem, zobaczenia czegoś, na co nie zwracamy uwagi, na zadaniu sobie pytania, czy jest w tym jakaś tajemnica i co z nią możemy zrobić…

>> powrót na początek strony <<

Zadanie jest współfinansowane ze środków otrzymanych od Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w ramach Rządowego Programu na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020

Rządowy Program na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020