logotyp

Nie na 120 procent

Marta Osińska-Białczyk jest psychologiem i psychoterapeutą poznawczo-behawioralnym w trakcie certyfikacji. Prowadzi portal z artykułami psychologicznymi www.psychozytywnie.pl.Fot. Jacek Łagowski

O systematyczności, korzyściach z planowania i stawianiu sobie osiągalnych celów opowiada Marta Osińska-Białczyk, psycholog Rozmawiała: Ola Rzążewska

Czy naprawdę dzielimy się na tych, którzy mają mało czasu i tych, którzy mają go w nadmiarze? A może po prostu niektórzy nie nauczyli się swoim czasem zarządzać?

Prawda jest taka, że mamy czas na to, na co chcemy go mieć. Gdy myślę o seniorach, którzy są pewnie w większości na emeryturze, to podejrzewam, że brak czasu jest kwestią nietrzymania się planu dnia. Choć oczywiście, by trzymać się planu, najpierw trzeba go mieć. A naprawdę warto uwzględnić w nim czas dla siebie i czas na spotkania towarzyskie, bo to bardzo ważne, by dzielić się sobą z ludźmi. Z dobrym planem wreszcie będziemy mieć poczucie, że czas nie przecieka nam przez palce, nie popadniemy w stagnację, nie będzie się nam wydawać, że każdy dzień jest taki sam, jak poprzedni.

Seniorzy na naszych warsztatach często mówią, że już dawno zaplanowali sobie, że będą regularnie pisać, ale w obliczu wszystkich domowych obowiązków, ciągle się okazuje, że nie mają kiedy usiąść z kartką i długopisem czy przy komputerze.

Myślę, że taki problem dobrze zna każdy, kto kiedykolwiek brał się za pisanie. Sama prowadzę portal internetowy i zdarzało się, że artykuł pisałam raz w miesiącu, zamiast codziennie czy chociaż raz w tygodniu.

W takim razie, jak planować pracę, żeby to, co zamierzamy zrobić, miało szansę się udać?

Przede wszystkim warto ustalić sobie jakieś konkretne dni i godziny, w których będziemy pisać. To nie musi być codzienne, ale ważna jest regularność, np. postanawiam, że będę się tym zajmować w środy i piątki o godz. 18. I kiedy przychodzi ta chwila, siadam i piszę. Tak samo, jak kiedyś o konkretnej godzinie szłam do pracy, czy jak teraz wychodzę na sobotni spacer do parku, umówionego brydża czy szachy ze znajomymi.

I co, nie ma już odwołania, jak sobie ustalimy jakąś porę?

Oczywiście, że jest, ale tylko jeśli rzeczywiście coś nam wypadnie – podobnie jak w przypadku innych naszych zaplanowanych działań czy aktywności.

To coś, co nas odciąga od pisania, może zdarzać się dość często. Jedna z uczestniczek warsztatów opowiadała mi, że niemal zawsze, w chwili gdy już naprawdę chciała usiąść do pisania, wpadała do niej na herbatę zaprzyjaźniona sąsiadka. I plan od razu brał w łeb.

Ja miałam na myśli raczej coś pilnego, w rodzaju wizyty u lekarza. Ale moment, w którym siadamy do pisania, można zawsze w takiej sytuacji przesunąć o godzinę czy półtorej. Taka elastyczność jest wręcz wskazana. A jeśli nie uda nam się tego przesunąć, to przekładamy pisanie na następny dzień, na naszą stałą porę. Naprawdę warto trzymać się ustalonej godziny i traktować to jako ważną umowę ze sobą. Wtedy możemy poinformować znajomych, że w takich godzinach jesteśmy zajęci i to nie najlepszy czas na odwiedziny i telefony.

Rozumiem, że to pisanie dwa razy w tygodniu, o którym Pani mówi, to tylko przykład. A może częściej znaczy lepiej?

To oczywiście zależy od człowieka – jeśli ktoś tak uważa i rzeczywiście częstsza praca daje mu jakieś korzyści, to na pewno to powiedzenie będzie w jego przypadku prawdziwe. Ale zasadniczo jest tak, że każdy zna siebie, swoje możliwości i preferencje najlepiej. Więc warto zacząć od wsłuchania się w swoje potrzeby, od zapytania samego siebie, dlaczego ja chcę to w ogóle robić, czemu to jest dla mnie takie ważne. I gdy będziemy już to wiedzieć, okaże się, że systematyczna praca jest dla nas o wiele łatwiejsza do przyjęcia.

Pytałam o to, czy lepiej pracować mniej czy bardziej intensywnie, bo seniorzy często opowiadają, że zajęli się spisywaniem wspomnień z wielkim entuzjazmem, poświęcali na to dużo czasu, a potem nagle ich zapał całkiem zgasł. Jak wypalona zapałka.

Jeśli dopiero zaczynamy się czymś zajmować i nie wiemy, jak będziemy sobie z tym radzić, to raczej nie planujmy, że będzie to nasza codzienna aktywność. Lepiej ustalić, że będziemy to robić trzy, góra cztery razy w tygodniu, przez godzinę albo pół. Oczywiście, jeśli najdzie mnie ochota i będę pisać bez przerwy przez cztery godziny, to też świetnie. Ale to nie znaczy, że potem przez tydzień mam nie siadać do pisania, bo wcześniej poświęciłam na to tak dużo czasu. Podobnie jest z gimnastyką – nie służy nam, gdy jednego dnia ćwiczymy trzy godziny, a w następnych dniach wcale. Przede wszystkim chodzi o systematyczność.

To porozmawiajmy jeszcze o celach. Jednych motywują małe cele, które są na wyciągnięcie ręki, a innych wielkie. Jak sobie z tym poradzić, gdy dopiero zaczynamy?

Przede wszystkim musimy się zastanowić, jakie ważne dla mnie wartości sprawiają, że chcę się tym zajmować. Jeśli się okaże, że pisanie nie ma związku z żadną ważną dla mnie wartością, to najpewniej w ogóle nie ma sensu, by się tym w danym momencie życia zajmować.

No dobrze, załóżmy, że jakieś ważne wartości popychają nas do pisania. Czy warto się porwać z motyką na słońce i jako cel wyznaczyć sobie opracowanie tomu wspomnień z całego życia?

Lepiej nie zakładać sobie na początku, że stworzymy dzieło życia o objętości 300 stron. Nie spotkałam jeszcze człowieka, który z czymś takim lepiej by sobie poradził, niż z ustaleniem, że dzisiaj będzie pisał przez godzinę. Myślenie o tym, że pracujemy nad czymś wielkim, może nas łatwo popchnąć w stronę perfekcjonizmu, a co za tym idzie, szybko się zniechęcimy, gdy tylko coś nie będzie nam wychodzić. Wydaje mi się, że lepiej skoncentrować się na tym, żeby w ogóle pisać, niż wymagać od siebie, że będziemy to robić idealnie.

Czyli przestrzega Pani piszących przed nadmierną samokrytyką?

Zdecydowanie. Jeśli bardzo potrzebujemy oceny, dajmy coś do przeczytania komuś z rodziny czy bliskich znajomych. A my raczej skupmy się na działaniu, niż na ocenianiu tego działania.

Może będzie nam łatwiej pracować, kiedy będziemy stawiać sobie małe cele, takie jak napisanie opowiadania dla córki czy wspomnienia z chrztu syna?

Na pewno, bo takie działania są ograniczone w czasie i bez problemu możemy stwierdzić, czy cel został osiągnięty. Natomiast jak ustalić, czy coś jest „dziełem naszego życia”? To będzie trudne, a każdy dobry cel powinien być mierzalny, to znaczy na początku powinniśmy wiedzieć, po czym poznamy, że go osiągnęliśmy. Jeśli zakładam, że będę pisała dwa razy w tygodniu przez pół godziny, to łatwo stwierdzić, czy udało mi się ten plan zrealizować, podobnie jak łatwo stwierdzić, czy udało mi się napisać zakładaną liczbę stron, jeden rozdział, jedno opowiadanie czy jedną bajkę.

A jak się motywować, by zrealizować cel?

Przede wszystkim przestrzegać prostych zasad – planować i – znów to powiem, ale to bardzo ważne – ustalać cele tak, by móc łatwo poznać, że się je osiągnęło. Warto stłamsić w sobie perfekcjonizm, czyli nasze przekonanie, że to, co robimy, musi być genialne, takie na 120 procent. Lepiej po prostu działać. I co jest jeszcze dość ważne – przestać myśleć, że nasze emocje czy nasze myśli są przeszkodą w działaniu. Wielu ludzi ma taki problem – uważają, że jeśli są smutni lub mają gorszy nastrój, to nie muszą nic robić, bo dzień jest do niczego i można spisać go na straty.

A jak sobie z tym poradzić?

Przyjąć proste założenie – jeśli będę mieć kiepski dzień, to mówię sobie: „Mam zły nastrój, ale to mi nie przeszkadza, by usiąść o mojej stałej porze i wziąć się do pisania”. Może się okazać, że to będzie nawet lepsze pisanie, niż gdy się jest w dobrym nastroju.

Zastanawiam się nad jeszcze jedną sprawą. Czy uświadomienie sobie, jakie korzyści da mi zrealizowanie mojego celu, pomoże mi się lepiej zmotywować?

Zdecydowanie! To zresztą jedna z cech dobrego celu – wiedzieć, jakie korzyści da nam pozytywne ukończenie zaplanowanego działania. Realizacja celu nie powinna generować też zbytnich strat w innych ważnych obszarach. Jeśli przez pisanie mam stracić szachy z przyjaciółmi czy spotkanie z wnukami, to może się okazać, że jednak pisanie przegra. Wtedy warto przeanalizować raz jeszcze cel – zastanowić się, jakie pory dnia będą dla mnie najlepsze, kiedy niczego nie stracę poświęcając swój czas i uwagę pisaniu. Mały bilansik zysków i strat na pewno nam pomoże dobrze zaplanować pracę. Oczywiście warto ten bilans weryfikować, bo przecież życie toczy się dalej, a my zmieniamy plany. Jeśli widzimy, że nasz pomysł na pisanie się sypie, koniecznie zastanówmy się dlaczego. Może zmieniły nam się priorytety albo urodził się wyczekiwany wnuk? A może przyjaciółka potrzebuje więcej naszej pomocy? Warto być elastycznym i cały czas wsłuchiwać się w siebie i w swoje aktualne potrzeby.

>> powrót na początek strony <<

Zadanie jest współfinansowane ze środków otrzymanych od Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w ramach Rządowego Programu na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020

Rządowy Program na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020