logotyp

Książka w 100 egzemplarzach

Jerzy Moraś jest właścicielem Wydawnictwa Penelopa m.in. wydającego książki w systemie self publishingu.Fot. Jacek Łagowski

O tym, jak zrobić komuś najwspanialszy prezent, o cenie za spełnienie marzeń i o zaletach self publishingu opowiada Jerzy Moraś, właściciel Wydawnictwa Penelopa. Rozmawiała: Ola Rzążewska

Są osoby, które postanawiają same zapłacić za wydanie napisanej przez siebie książki. Co nimi kieruje?

Motywy są różne. Często chcą zapisać swoją historię, bo w pewnym wieku dochodzą do wniosku, że warto po sobie coś zostawić. Zrobił tak np. profesor Edward Pałłasz, muzykolog, ale też bardzo dobry szachista, znany jako autor zadań szachowych. Postawił naszemu wydawnictwu jeden warunek – na okładce muszą być szachy i muzyka. Pomysł, by umieścić na niej szachownicę, na której stoi klucz wiolinowy, bardzo mu się spodobał. We wrześniu br. wydałem w nakładzie 200 egzemplarzy biografię Janiny Kłopockiej, przedwojennej graficzki, która stworzyła znak Rodła czyli logo Związku Polaków w Niemczech. Być może nikt postronny nie wpadłby na myśl, by opisać życie i twórczość Kłopockiej, ale istnieje Stowarzyszenie Rodu Kłopockich i jego zarząd postawił to sobie za punkt honoru. Książkę zredagował, bardzo ładnie zresztą, mój kolega i wieloletni współpracownik Tomasz, nawiasem mówiąc spokrewniony po kądzieli z bohaterką książki.

To może byśmy teraz wyjaśnili, czym jest self publishing?

To sposób na wydanie książki, polegający na sfinansowaniu jej przez samego autora. Niektóre publikacje są sponsorowane albo współfinansowane przez urzędy miasta, gminy czy powiatu. Takie instytucje po prostu od razu kupują od autora dużą część nakładu, bo np. książka promuje region czy dokonania jego mieszkańców. Teraz na przykład wydajemy w tym systemie książkę o Węgrowie, którą miasto będzie mogło się pochwalić. Oczywiście tego typu publikacje mają malutkie nakłady. Ale self publishing to przede wszystkim możliwość spełnienia marzeń i pozostawienia po sobie szczególnej pamiątki dla dzieci czy wnuków oraz – z drugiej strony – dopełnienie lub podsumowanie działalności zawodowej. Wydaje mi się, że jeśli ktoś opisze swoje życie, będzie miał z tego satysfakcję.

A ile to kosztuje?

Nakład podstawowy, czyli około 100 egzemplarzy, to koszt około 1000 – 1300 zł. Trzeba się liczyć z tym, że jak się swoją książkę wyda, to będzie po prostu pamiątka, bo nikomu jej nie sprzedamy.

Jeśli starsza osoba przyszłaby do Pana i chciała wydrukować bajki dla wnuka i jego kolegów, to za 100 egzemplarzy zapłaci tysiąc złotych?

Tak, choć warto podkreślić jeszcze jedną sprawę – to stawka za książkę bez kolorowych ilustracji. Wydaje mi się, że to nie są wielkie pieniądze, a rzeczywiście coś ciekawego po człowieku zostaje.

Czy zdarza się, że ktoś przychodzi i chce mieć dosłownie kilka egzemplarzy swojej książki? Trzy, cztery, pięć?

Nie, bo to sprawa całkiem nieopłacalna – 100 sztuk to tak zwana „minimalka” jaką oferują drukarnie i tyle autorzy zwykle sobie życzą.

Jakie osoby chcą u Pana wydawać książki wspomnieniowe?

Najczęściej przychodzą do nas osoby starsze, które chcą w ten sposób dokonać jakiegoś podsumowania swojego życia. Pojawiają się tez ludzie młodzi z książkami o kimś z rodziny – dziadku, babci, dalszym krewnym. Wydaliśmy np. książeczkę o pewnej pani profesor, wybitnej specjalistce w dziedzinie cukrzycy. Była to biografia napisana na podstawie jej wspomnień przez któregoś z członków rodziny. Wydanie publikacji sfinansował jej wnuczek, a ona sama niezwykle się z tego ucieszyła i poprosiła, by do każdej z bibliotek medycznych w kraju trafił jeden egzemplarz.

No dobrze, więc wydaję 1300 zł, dostaję 100 egzemplarzy książki. Co ja mam z nimi zrobić?

To już jest pani prywatna sprawa. Musimy sobie jasno powiedzieć – przecież to nie są pozycje, które mają być źródłem dochodu. To książki, które się rozdaje znajomym, wnukom, dalszej rodzinie. Sprzedawać też można, ale nie zawsze to się udaje, bo może się okazać, że temat jest interesujący dla wąskiego kręgu odbiorców.

Rozumiem, że autorom też zwykle nie chodzi o zyski ze sprzedaży?

Otóż to. Istnieje wszelako spora ilość niezwykle ciekawych opowieści, które powinny zostać przelane na papier. Opowieści o niezwykłych ludziach, o czasach, obyczajach i zjawiskach. Warto o tym pisać. Jeśli w odpowiednim czasie nikt tego teraz nie zrobi, to w opisie przeszłości powstanie mniejsza lub większa „wyrwa”, niemożliwa do załatania.

Za 20 lat ci, którzy mogliby opowiedzieć te historie, odejdą i zostaniemy z niczym.

Tak, a przecież bywają one niezwykle interesujące i unikalne. Kiedyś wydaliśmy wspomnienia Marka Szapiro, lekarza i szachisty, który po 1968 roku wyjechał z Polski do Szwecji w ramach emigracji „po-marcowej”. Książka ukazała się w nakładzie 100 egzemplarzy i wydawało się, że będzie to pozycja atrakcyjna jedynie dla rodziny i dla garstki kolekcjonerów. Ku naszemu zdumieniu zaproszono nas do Żydowskiego Instytutu Historycznego – jak się okazało, książkę tę omawiano na jakimś kongresie w Nowym Jorku, ponieważ były tam opisane zawody szachowe rozgrywane na terenie ginącego getta warszawskiego. Jak więc widać, – choć książka dotyczy bardzo niszowego tematu, w pewnych kręgach jest dobrze znana. Nigdy nie wiadomo, co kogo zainteresuje. Ludzie odchodzą, ale ich książki pozostają, by świadczyć o minionych czasach, epoce, środowisku. To przecież bardzo ważne!

Czy self publishing staje się coraz modniejszy?

Na pewno jest popularniejszy niż kiedyś. Po pierwsze dlatego, że pojawiły się takie możliwości techniczne, uprościła się technologia przygotowania tekstu do publikacji, druk książki nie wymaga niczyjej zgody. Po drugie, wzrost zainteresowania wynika z faktu, że większość ludzi najpierw skupia się na zaspokojeniu potrzeb bytowych, a dopiero później zaczyna sięgać po dobra kultury, cenić wartości niematerialne – a Polska bardzo się zmieniła przez ostatnie ćwierćwiecze. Po trzecie – ten model wydawniczy jest popularny na Zachodzie, więc i u nas zdobywa uznanie. Coraz więcej ludzi zaczyna się też interesować przeszłością, tym, skąd pochodzą, swoim drzewem genealogicznym, własną miejscowością lub dzielnicą miasta. Muszę powiedzieć, że bardzo mi się to podoba.

>> powrót na początek strony <<

Zadanie jest współfinansowane ze środków otrzymanych od Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w ramach Rządowego Programu na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020

Rządowy Program na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020