logotyp

Jak się przytulić do piedestału?

Dr Magdalena Śniegulska jest psychologiem i psychoterapeutką, pracuje w Zakładzie Psychologii Klinicznej Dziecka w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Zajmuje się psychologią rozwojową dzieci i młodzieży, zaburzeniami zachowania oraz interwencją kryzysową.Fot. Jacek Łagowski

O zapisywaniu trudnych emocji, odwróceniu ról i dzieciach, które są doskonałymi słuchaczami, opowiada dr Magdalena Śniegulska ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej Rozmawiała: Ola Rzążewska

Najczęściej seniorzy mówią tak: „Chcę pisać z myślą o moich wnukach, ale nie wiem, czy to ma sens”. Ano właśnie, czy to ma sens?

Z najnowszych badań nad lękiem i stresem wynika, że świadomość własnej historii, tego skąd się wywodzimy, jakie są nasze korzenie i wiedza o tym, co przeszli nasi przodkowie, pozwalają nam łatwiej zrozumieć swoje zachowania i obawy. Kiedy jesteśmy mali, pojawia się zainteresowanie rodziną, potem przychodzi okres buntu, tworzenia własnej tożsamości i o rodzinie niejako zapominamy. A kiedy znów byśmy chcieli do tych spraw sięgnąć, często nie ma już o tym z kim porozmawiać. Z tej perspektywy zapisane wspomnienia seniorów są niezwykle cenne dla następnych pokoleń. Ta świadomość, że różne przeżycia i myśli starszego członka rodziny zostały zanotowane, a ja mogę do tych zapisków sięgnąć w momencie, który jest dla mnie odpowiedni, jest niezwykle ważna.

Seniorom zresztą pewnie łatwiej o niektórych rzeczach pisać niż opowiadać?

Nie tylko seniorom, ale wszystkim ludziom czasami niezwykle trudno jest rozmawiać w cztery oczy, szczególnie o sprawach przykrych, bolesnych. Trudno jest spojrzeć w twarz drugiego człowieka i pokazać swoją słabość. Dużo łatwiej przelać wszystko na papier i przy okazji ułożyć sobie w głowie różne rzeczy. Z tym jest tak, jak ze złym snem – kiedy dopada nas nocny koszmar, budząc się z palpitacjami serca i dławieniem w gardle, pamiętamy głównie te ogromne emocje. Ale gdy zaczynamy komuś opowiadać nasz sen, te emocje nagle zdają się kompletnie nieadekwatne, a sen przestaje być taki straszny. To nie dotyczy tylko snów, ale w ogóle naszych przeżyć i przemyśleń. Dla osoby starszej, która ma już ugruntowane przemyślenia o swoich przeżyciach, osadzone emocje, opisanie ich może być ważnym doświadczeniem, pozwalającym zrozumieć m.in. swoje zachowania czy reakcje innych osób. A projekt PISZEMY+ powoduje, że ludzie doświadczają czegoś wspólnie – nie tylko międzypokoleniowo, ale też określone pokolenie może w swoim gronie dzielić się przeżyciami. I to jest bardzo cenne, bo z badań dobrostanu seniorów wynika, że rodzina wcale go nie zabezpiecza.

To znaczy, że posiadanie dzieci i wnuków nie wystarcza?

Okazuje się, że dużo ważniejsze jest bycie osadzonym wśród ludzi, którzy doświadczyli podobnych rzeczy, czyli kontakt z rówieśnikami, wspólne robienie czegoś. To wyraźnie poprawia jakość życia, a w wieku senioralnym są z nią problemy, ponieważ następuje swoista zamiana ról – nagle z roli rodzica, opiekuna, który decydował o wielu sprawach, stajemy się osobą zależną od czasu, decyzji i chęci dzieci. Pisząc wspomnienia, robię coś dla tego pokolenia, które było niegdyś ode mnie zależne i znowu mogę przyjąć postawę mentora. A więc to, że seniorzy piszą, może mieć znaczenie nie tylko dla ich wnuków, ale i dla dzieci, bo pozwala wnieść coś wartościowego do tej relacji? Właśnie tak. Co więcej, należy pamiętać, że ta relacja rodzic–dziecko zawsze jest trudna, więc gdy piszę wspomnienia czy pamiętnik, to też daję swojemu dziecku pewną wolność, tzn. udzielam rad, opisuję czego doświadczyłem, ale to ono decyduje, kiedy i ile z tego weźmie. I to bardzo ułatwia korzystanie z mądrości starszego pokolenia. Myślę, że pomysł pisania wspomnień z wielu różnych powodów jest świetny – z jednej strony, mogę coś zrobić dla swoich dzieci i wnuków, a z drugiej mogę też zrobić coś dla siebie, jestem nadal aktywny, mam wpływ, sam decyduję o tym, co powiem, a czego nie.

Ale to chyba nie jest takie proste, że po prostu siadamy i piszemy o wszystkim?

Oczywiście, bo starsze pokolenie jest wciąż bardzo mocno osadzone w kulturze, w której różnych rzeczy nie wypada mówić. Wielu seniorów uważa, że dla spokoju ducha lepiej różne rzeczy przemilczeć, ale jednocześnie się okazuje, że te przemilczane sprawy w nich są, że bolą, że nie da się wszystkiego zamieść pod dywan i udawać, że tego nie ma. To jest też dobry moment, by różnych rzeczy może nie powiedzieć wprost, ale je z siebie wypuścić. I to używając słów, nad którymi mamy kontrolę.

Jakiś czas temu prowadziłam warsztaty dziennikarskie dla licealistów, na których zachęcałam ich do spisywania wspomnień babć i dziadków o codziennym życiu podczas Powstania Warszawskiego. Ich obawy wyrażały się słowami: „Nigdy nie rozmawiałam z babcią o wojnie, boję się, że będzie płakała” albo: „To takie trudne, nie wiem, czy dziadek będzie chciał o tym rozmawiać”. Czy to dobry pomysł, żeby po prostu poprosić babcię albo dziadka, by nam napisali coś, o czym bardzo chcielibyśmy się dowiedzieć?

Myślę, że to jest bardzo dobry pomysł, bo daje poczucie kontroli jednej i drugiej stronie. To właśnie zapiski, a nie rozmowa, umożliwiają zachowanie pewnej intymności – mogę płakać, kiedy o tym piszę, a mój wnuk czy dziecko może płakać, gdy będzie to czytało, ale też nie musi mi tego pokazywać. Może mi o tym powiedzieć albo nie – po prostu ma wybór, tak jak i ja.

Gdy myślę o tekstach, które już powstały na naszych warsztatach, to płacz autora albo czytelnika jest bardzo ważnym i częstym do nich dodatkiem. Bo czasem są to opowieści o tym, jak wielka historia z siłą huraganu wkracza w dzieje naszej rodziny.

Właśnie też sobie pomyślałam, że jak rozmawiam z rodzicami, którzy trafiają do mojego gabinetu, to często mówią, że nie umieją pewnych rzeczy, bo ich rodzice zawsze byli chłodni, nie nauczyli ich okazywania uczuć, trzymali kontrolę. I słyszę w ich głosie pretensję. Myślę wtedy – a gdybyśmy popatrzyli na historię dzieciństwa tych rodziców, na to z czym wchodzili w swoją dorosłość, czy mieli dobre wzorce, czy dostali ciepło. Może mimo wszystko chcieli być najlepszymi rodzicami, jakimi mogli być? Czasami przeczytanie wspomnień rodziców, choćby zdania: „Starałam się jak mogłam”, może otworzyć oczy.

Skoro już jesteśmy przy trudnych emocjach, to chciałabym zapytać, na co seniorzy powinni być wyczuleni, jeśli piszą dla pokolenia wnuków?

Ważne jest pokazanie kontekstu kulturowego. Często zapominamy, że naprawdę bardzo dużo się zmieniło. Niedawno w radiu usłyszałam, że obchodzimy 50. rocznicę uznania praw kobiet do samodzielnego konta bankowego. Pomyślałam: „Matko, 50 lat, to jest nic!”. Moja starsza siostra urodziła się wcześniej. To pokazuje, jak bardzo się zmieniły pewne uwarunkowania, więc zupełnie inaczej musimy oceniać wybory, których ludzie dokonywali 50 czy 60 lat temu. Warto pokazać, jakie stereotypy wtedy funkcjonowały, jakie obowiązywały normy, co wypadało, a czego zupełnie nie wypadało robić. Młodsze pokolenie myśli sobie, że to takie normalne przeciwstawiać się różnym „wypada/nie wypada”, a przecież dawniej człowiek musiał się mocno liczyć z tym, co powie jego najbliższe otoczenie, bo był od niego dużo bardziej zależny niż teraz. Dziś mówimy, że jesteśmy samotnymi wyspami, ale to pewna cena, jaką zapłaciliśmy za to, że możemy powiedzieć: „A mnie się to nie podoba, chcę żyć inaczej!”.

A co z tematami śmierci czy straty? Jak je wprowadzać do opowieści pisanych dla wnuków?

Wydaje mi się, że w tym pytaniu jest raczej nasz dorosły lęk, niż niepokój o dzieci. Bo okazuje się, że one radzą sobie z takimi tematami dużo lepiej niż my. Po pierwsze dlatego, że na początku śmierć, strata i umieranie są dla nich enigmą. Nieodwracalność śmierci zaczynają sobie uświadamiać dopiero między 7. a 8. rokiem życia, ale oswajanie ze stratą jest bardzo ważnym elementem rozwojowym. I myślę, że – paradoksalnie – to może być temat, który właśnie łączy pokolenia. Większość starszych osób ma w pewnym momencie wielką potrzebę porozmawiania o swoim odejściu, wygadania tego, czego się boi, co jest niepewne. I oczekują, że ktoś ich wysłucha. Zmierzenie się z tym tematem jest seniorom bardzo potrzebne, a wdzięcznym słuchaczem czy czytelnikiem są właśnie dzieci, bo mają w sobie mniej lęku i nie kierują się takimi jak dorośli uwarunkowaniami – że wypada albo nie wypada.

Czasem seniorzy szukają sposobu, by nieco złagodzić ten temat i wybierają formę bajki…

Dla 8-9-latka konwencja bajki może być bardzo pociągająca, ale pewnie dla nieco starszego dziecka już nie. Ale jeszcze raz podkreślę – pamiętajmy, że zazwyczaj to w nas są te lęki, a nie w dzieciach!

Cieszę się, że Pani to mówi, bo piszącym często towarzyszy duży niepokój, że niechcący mogą skrzywdzić wnuki, ujawniając jakieś swoje ciemniejsze myśli, przeżycia czy refleksje.

To może jeszcze dodam, że często dziadkowie, a nawet rodzice, myślą, że bycie autorytetem, to bycie nieskalanym. Większość badań pokazuje natomiast, że dużo łatwiej jest się z kimś identyfikować i nawiązać dobrą relację, gdy ten ktoś okazuje słabość. Oczywiście kiedy jesteśmy małymi dziećmi, to potrzebujemy rodziców i dziadków niezłomnych, takich, którzy się nie mylą, wszystko wiedzą i potrafią nawet zatrzymać słońce, żeby nie świeciło nam w oczy. Potem przychodzi ten bolesny moment, w którym okazuje się, że jednak nie wszystko mogą. Ale jeśli zaakceptujemy słabości, o których dorośli potrafią mówić, to właśnie one staną się łącznikiem między nami. Bo naprawdę bardzo trudno jest przytulić się do piedestału, lepiej i łatwiej do kogoś, kto chodzi po ziemi.

Spróbujmy podsumować – tak dla jasności – jakie korzyści ma to najmłodsze pokolenie z tego, że seniorzy snują swoje wspomnienia, próbują je porządkować i zapisywać?

Niezwykle ważne jest poczucie ciągłości, przynależności, zrozumienia różnych zdarzeń z historii rodziny – to znacznie ułatwia budowanie się tożsamości młodego człowieka. Dodatkowo wiedza, że ktoś z mojej rodziny miał podobne problemy, że przeżywał podobne jak ja emocje i rozterki, jest bardzo ważna i ułatwia ten proces.

Jeden z uczestników naszych warsztatów co roku na Boże Narodzenie wysyłał do córki list, w którym opisywał jakieś zdarzenie ze swojego życia. Gdy któregoś roku listu zabrakło, córka zaraz się o niego upomniała. Być może pisanie może być po prostu podarunkiem?

I to chyba jednym z najcenniejszych, bo ktoś wykonuje dużą pracę, skupia się, poświęca czas, otwiera się przed nami. Pozwolę sobie na prywatną opowieść. Moja córka ma dziś 15 lat, a ja 5 lat temu dostałam od mamy pamiętnik, który prowadziła, gdy byłam w ciąży i w pierwszym okresie po urodzeniu dziecka. Dziś myślę, że to jest najcenniejszy prezent, jaki dostałam – zapiski z tego bardzo ważnego dla mnie czasu, który okazał się ważny także dla mojej mamy. I to jest prezent nie do przecenienia.

>> powrót na początek strony <<

Zadanie jest współfinansowane ze środków otrzymanych od Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w ramach Rządowego Programu na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020

Rządowy Program na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020